O psie, który dryfował na krze
O Balticu - psie, którego uratowano na Wiśle - mówi się niemal na całym świecie. Podkreśla się, jaki wspaniały gest uczyniła załoga statku. Przyznaje się im uznanie oraz nagrody finansowe. Jednak rzadko padają pytania dotyczące poprzedniego właściciela czworonoga. "Jak pies dostał się na rzekę?", "Gdzie był wtedy jego pan?" i budzące największe zainteresowanie: "Kim on jest?". Prawdy możemy się nigdy niedowidzieć, zwłaszcza, że za posiadacza pupila podaje się więcej niż jedna osoba. Niektórzy z dobrego serca, jednak zapewne większość - dla sławy i korzyści. Pies został pod opieką marynarzy, gdyż nie znalazł się nikt, kto by udowodnił, że to jego zwierzę. Jednak nawet jeśli by się ktoś taki pojawił, należałoby wstrzymać się z oddaniem zwierzęcia i przeprowadzić dokładne rozpoznanie. Czy to zdarzenie było tylko nieszczęśliwym wypadkiem, czy celowym "uchybieniem"? Nie etyczne jest bowiem oddawać wybawioną ofiarę powtórnie w ręce kata. Natomiast prawo kpi sobie z praw zwierząt i za znęcanie się lub zabójstwo grozi rokiem więzienia. Przy szczególnym okrucieństwu - dwoma latami. Tylko grozi. Wie coś o tym ostatni właściciel psa o imieniu Maks. Za przywiązanie go do drabiny i pozostawienie na pewną śmierć grożą mu… Cztery miesiące. Prokuratura nie doszukała się w tej sprawie "szczególnego okrucieństwa". Nie liczy się, że zwierzak konał powoli i w męczarniach, a sprawca mówi o swoim czynie swobodnie i bez skruchy. W końcu to tylko zwierzę. Jego rodzina nie będzie się włóczyć po sądach, a ono samo nie przemówi w swojej obronie. Niewiele mogą zrobić jego obrońcy, gdy przepisy uniemożliwiają wyznaczenie dostatecznej kary. W takich sprawach mogą posłużyć media. Rozgłosić sprawę, zainicjować bezkrwawą rewolucję, przełamać falę niemego przyzwolenia. Pomóc uratować dryfujących na rzekach ludzkiej bezmyślności i okrucieństwa. Jednak jeśli zainteresowanie społeczeństwa osłabnie i przyjdzie odwilż, a kry znikną, to już nie będzie czego ratować. Nie będzie komu wręczyć orderów i gratulacji. Pozostaną tylko ciche pamiątki na dnie, przypominające, że ktoś je tam kiedyś kochał, doceniał, potrzebował, a one odwdzięczały się z nieprawdopodobną ufnością.
Laptop – nowy członek rodziny
Postęp ogarnia wszystko, każdą sferę życia. Począwszy od przemysłu, skończywszy na kulturze. Również ludzie, którzy zapierają się rękami i nogami przed nową technologią, zostają ostatecznie pokonani. Pędzą wtedy do sklepów, aby wydać swoje ciężko zarobione pieniądze na, na przykład, nowy model SuperOdkurzacza 3000
. Wszystko to, aby rozkoszować się niezaprzeczalnymi korzyściami płynącymi z techniki.
Wyobraźmy sobie następującą scenę: ojciec rodziny, ciężko pracujący obywatel, wraca do domu z nową zabawką. Już prawie w drzwiach oznajmia tryumfalnym głosem: Kupiłem laptoka!
. Przybiega mama: O jakie to wspaniałe, jakie zgrabne, pewnie musiało być drogie…
. Przychodzi dziecko: Tata, daj popatrzeć!
. Siadają wspólnie przy stole, włączają sprzęt, zachwycają się światełkami, wiatraczkami… Jaki wspaniały obraz!
– wyrwało się mamie. Ciiii… Posłuchaj jak cicho pracuje.
– zachwala tato. Dziecko z zainteresowaniem ogląda parametry komputera. Wszyscy są podekscytowani, nawiązuje się dyskusja dotycząca sprzętu i jego możliwości. Ja to wszystko muszę jeszcze sam zobaczyć.
– urywa rozmowę ojciec. Zamyka komputer i chowa go do torby; dziecko idzie do pokoju pograć w najnowszą grę, a mama siada na kanapie, aby obejrzeć sto czwarty odcinek ulubionego serialu.
No i jak tu nie zachwalać nowych technologii?
Tictac - analiza składu
Każdy ma jakieś przyzwyczajenie żywieniowe. Jedni będą nałogowo wcinać jabłka, inni żuć gumy, a jeszcze inni pić pepsi/cola colę/[ulubiona nazwa]. Jednak czy to w przypadku jabłek, czy to napoi gazowanych, nadmierne spożycie jest szkodliwe. Z racji tego, że z gum do żucia (aspartam) przerzuciłam się na tictac
i (cukier), postanowiłam sprawdzić jak bardzo szkodliwe są substancje zawarte w tych małych, białych tabletkach. Chwilka googlania i Voilà!
Niemożliwe (Pepsi)!
Prawie zadławiłam się, gdy ujrzałam na puszce Pepsi reklamę Windows Live Messengera. Po grupce znajomych, z którymi to zauważyłam, przeszedł pomruk obrzydzenia. Pepsi weszło w konszachty z diabłem :/. Zdjęć niestety nie opublikuję, krzywizna puszki skutecznie uniemożliwia widoczność napisu na zdjęciu. Spróbowałam poszukać śladów reklam na stronach Pepsi-Coli, ale i tu pudło: nie ma :/.
Inna ciekawostka, że mam puszkę francuską. Na www.pepsiworld.fr robią jakąś tam akcję promocyjną piłki nożnej lub na odwrót: to piłkarze reklamują pepsi (z francuskiego nini nie rozumiem), więc zmienili trochę design puszek (raczej okroili i dodali jeden inny ^^''). Dobrze, że smak ten sam, ale to nie ja powinnam się wypowiedzieć ;).
P.S. (jak już przy stronach jesteśmy): Na www.pepsi.com fajny podkład muzyczny dali. Aczkolwiek, po którymś tam razie słuchania, trochę wieje nudą ^^.
Trochę zamotałam, mam nadzieję, że zostanie zrozumiane ;x.










